Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
 Dokument bez tytułu
Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

 

cenyrolnicze

zuromin

polnet

Odpowiedzi na pytania z TCh numer 11/2011

Coraz częstsze problemy, na jakie napotykają rolnicy, chcący w tych trudnych czasach inwestować w produkcję trzody, skłoniły nas do opublikowania jednego z listów na ten temat, które w ostatnim okresie otrzymaliśmy.

 

Witam serdecznie!

Nazywam się Jan Kowalski, jestem prenumeratorem czasopisma „Trzoda Chlewna”. Bardzo proszę o wstawiennictwo w mojej sprawie:

Jestem młodym rolnikiem. Dostałem po rodzicach gospodarstwo, postawiłem na rozwój i planuję budowę dwóch tuczarni na działce położonej w odległości ok. 0,5 km od wsi. W każdym z budynków będzie tuczonych 2 tys. świń. Moje chlewnie są zaprojektowane jako jedne z najnowocześniejszych obiektów w Polsce, ogrzewane ciepłem pozyskiwanym z ziemi przy użyciu pompy cieplnej. W przyszłości planuję wybudować małą biogazownię.

Od 2010 r. przygotowywałem razem z firmą budowlaną raport środowiskowy i badałem wpływ moich chlewni na środowisko. Gotowy raport złożyłem wraz z innymi dokumentami do Urzędu Miasta i Gminy - postępowanie toczyło się rok. W tym czasie rozpoczęli protestować rolnicy mieszkający na wsi, obok której mają powstać chlewnie. Pikietują i protestują, ponieważ nie chcą chlewni w pobliżu swojej wsi. Dodam, że każdy z tych protestujących chowa po 50 świń. 

W 2011 r. dostałem pozytywną decyzję środowiskową z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie, w której stwierdzono, że budowa dwóch chlewni nie będzie zagrażała ludziom, środowisku i zwierzętom. Dostałem też pozytywną opinię z Sanepidu: chlewnie nie będą nikomu szkodzić. Pomimo to, burmistrz wydal negatywną decyzję środowiskową, uzasadniając ją protestem ludzi. Od decyzji burmistrza odwołałem się do Kolegium Odwoławczego Sejmiku Wojewódzkiego, który uchylił decyzję burmistrza i przesłał ją do ponownej analizy, uzasadniając, że chlewnie nie będą szkodzić ludziom i że nie wzięto pod uwagę opinii Regionalnego Inspektora Ochrony Środowiska w Warszawie i Sanepidu. Dziś do sprawy włączyło się Ogólnopolskie Stowarzyszenie Prawników Ochrony Środowiska, które wspiera rolników w ich walce z moją budową dwóch chlewni. Sprawa toczy się nadal i w tej chwili czekam na decyzję burmistrza.

Pytam się, gdzie jest sprawiedliwość i prawo? Dlaczego ludzie robią takie problemy, by w naszym kraju nie mogło rozwijać się rolnictwo? Moje chlewnie mają pozytywne opinie z Inspektoratu Ochrony Środowiska i Sanepidu, a ja i tak nie mogę budować! Spada pogłowie świń w Polsce, musimy zwiększać import wieprzowiny, a jednocześnie blokowana jest możliwość rozwoju własnych gospodarstw, uniemożliwiająca konkurencję z zachodnimi i stabilizację na rynku trzody chlewnej.

Na terenach, gdzie gospodaruję, stało się bardzo modne, aby przeszkadzać młodym rolnikom w rozwijaniu produkcji i powiększaniu liczby tuczonych świń w ich gospodarstwach. Bardzo proszę o wsparcie i pomoc młodemu przyszłemu hodowcy trzody chlewnej.

 

Z poważaniem,

Jan Kowalski

Prenumerator czasopisma „Trzoda Chlewna”

 

Rolnik, którego imię i nazwisko celowo zostało zmienione, zwrócił się do naszej Redakcji w bardzo trudnej dla Niego sprawie, prosząc o wsparcie. Oczywiście popieramy wysiłki naszego czytelnika w pomyślnym i jak najszybszym zakończeniu podjętej inwestycji i rozpoczęciu tuczu w dwóch nowoczesnych chlewniach.

Tym bardziej, że opisane zamierzenie inwestycyjne polegające na budowie dwóch obiektów inwentarskich, zgodnie z wydanymi hodowcy decyzjami, a co za tym idzie z obowiązującymi przepisami prawa, w żaden sposób nie wpłynie na środowisko i nie będzie stanowiło zagrożenia dla ludzi, ani też dla środowiska naturalnego.

Trudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której Regionalny Inspektor Ochrony Środowiska, czy Sanepid wydaje owe pozytywne decyzje w oderwaniu od obowiązującego prawa. Ciężko też przychodzi przedstawić sobie procedurę, podług której Kolegium Odwoławcze Sejmiku Wojewódzkiego miałoby je pominąć, zobowiązując burmistrza do wydania decyzji negatywnej, wstrzymującej nowoczesną inwestycję.

Niestety… Musimy również zdawać sobie sprawę, że dwa budynki chlewni o łącznej obsadzie czterech tysięcy tuczników to dla lokalnej społeczności spory kompleks. Wielka ferma, która przynajmniej w niektóre dni w roku będzie źródłem odorów nie całkiem przyjemnych dla najbliższych sąsiadów.

Może więc warto, aby prócz działań podejmowanych na drodze urzędowej, spróbować zrobić jeszcze jedną rzecz: podjąć trud bezpośredniej rozmowy z protestującymi rolnikami. W miarę możliwości bez niepotrzebnych emocji i nerwów.

Zdajemy sobie doskonale sprawę, że to bardzo trudne zadanie, a samotne „potyczki” inwestora z protestującymi sąsiadami, do tego bez wsparcia obiektywnych specjalistów, mogą być z góry skazane na porażkę. W związku z tym na pewno warto wcześniej skonsultować problem np. z pracownikami Pracowni Zapachowej Jakości Powietrza, jednostki naukowo-badawczej Zakładu Ekologicznych Podstaw Inżynierii Środowiska w Instytucie Inżynierii Chemicznej i Procesów Ochrony Środowiska Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. To wybitni specjaliści w zakresie badania problemu odorowego ferm świńskich, prowadzący pomiary w obiektach tego typu na terenie całej Polski (strony internetowe: http://www.odory-szczecin.ps.pl/ oraz http://www.zut.edu.pl/index.php?id=5924).

Wszystkim potencjalnym inwestorom zainteresowanym problemem oddziaływania tego typu inwestycji na środowisko, jak też kwestią emisji odorów pochodzących z ferm trzody chlewnej oraz nowoczesnymi metodami ich pomiarów oraz uciążliwości polecamy stronę internetową: http://pl.wikipedia.org/wiki/Odory_z_ferm_trzody_chlewnej.

Wszelkie inwestycje polegające na budowie obiektów służących do chowu trzody chlewnej niezwykle często budzą protesty mieszkańców. Pozytywne, uzgadniające realizację takich budynków decyzje nad wyraz często stają się przyczynkiem do bardziej lub mniej uzasadnionych skarg i odwołań. I to nie tylko w Polsce! To bardzo poważny problem ogólnoświatowy! Do tego wymagający wielkiej rozwagi i cierpliwości w budowaniu zgody sąsiedzkiej, a wręcz talentów dyplomatycznych.

Być może 100 lub 200 świń tuczonych przez naszego czytelnika nie wzbudziłoby sprzeciwu mieszkańców wsi, ale cztery tysiące budzi ich niepokój. Protestują, bo mają do tego prawo. Trzeba im więc spokojnie, w sposób racjonalny i obiektywny wytłumaczyć, że nie powinni obawiać się dwóch – nowocześnie zaprojektowanych, czyniących zadość wszystkim przepisom o ochronie środowiska – budynków mieszczących niewielką w gruncie rzeczy obsadę. 

Na koniec warto dodać, że procedura formalno-prawna, jak i standardy podjętych przez inwestora działań, nie budzą żadnych zastrzeżeń. Nie ma się więc czym niepokoić. Tym bardziej, że wyniki wszelkich sporządzonych w opisanym wypadku analiz tyczących oddziaływania inwestycji na środowisko są dla naszego Czytelnika bardziej niż satysfakcjonujące. Trzeba po prostu uzbroić się w cierpliwość, albo, jak to niektórzy zwykli mówić, „trzymać ciśnienie”. Cóż, droga do nowoczesnej produkcji zwierzęcej bywa w naszych czasach nie tylko wyboista, ale i zniechęcająco długa… I „zniechęcająco” jest w tym wypadku przysłówkiem, z którym mentalnie można sobie jakoś radzić. Gorzej, gdy ów passus przychodzi zastąpić innym. Na przykład „śmiertelnie” długa, bo kończąca się negatywnymi dla zamierzenia budowlanego decyzjami. Ale na szczęście to nie ten przypadek!

Pozostaje zatem życzyć naszemu inwestorowi trzech rzeczy: wytrwałości, wytrwałości i jeszcze raz wytrwałości.

 

                                                                                                     Redakcja

Bieżący numer

Sklepik internetowy