Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
 Dokument bez tytułu
Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

 

terraexim

agrotechnik


cenyrolnicze

 zuromin


polnet



Bogusław Barański

Firma doradcza AGROMEDES

 

 

Zatrzymać spadek pogłowia trzody chlewnej

 

 

 

Recepta na kryzys jest w rękach MRiRW

Od kilku lat obserwujemy ostrą tendencję spadkową w pogłowiu trzody chlewnej w Polsce. Coraz bardziej realnym niebezpieczeństwem staje się trwałe uzależnienie naszego przemysłu mięsnego i konsumentów od (nie zawsze odpowiedniej jakości) surowca mięsnego z importu. Dwie przyczyny tego problemu tkwią w aktualnych strukturach naszego sektora rolnictwa i branży mięsnej, a jedna - to sam fakt wejścia Polski do Unii Europejskiej. Ostatnia z nich tkwi w pewnym zaniechaniu ze strony Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi już po wejściu do Unii. Warto po kolei przyjrzeć się bliżej tym przyczynom, aby zastosować właściwe środki zaradcze.

 

 

 

Motto: „Nie jesteśmy w stanie dogonić konkurencji w produkcji wieprzowiny. Dlatego powinniśmy utrzymać stare, dobre technologie, konkurować jakością. Dzisiaj w wędlinach, które kupujemy, wymieszane jest mięso z całej Europy. Jeśli będziemy produkować w tzw. systemach jakości, ograniczymy to mieszanie. Już słyszę od Niemców czy Duńczyków, że woleliby kupować nasze kiełbasy, zamiast własne. To świadczy, że nasze produkty wciąż są jeszcze lepsze…”

 

Marek Sawicki, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi

 

(w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, maj 2011 r.)

 

 

 

Najważniejsze przyczyny kryzysu

 

 

Rozdrobnienie produkcji

 

Najczęściej w dyskusjach o problemach polskiego sektora trzody chlewnej mówi się o niespotykanym w innych krajach Unii Europejskiej rozdrobnieniu produkcji. To na pewno najtrudniejsza do usunięcia przyczyna obecnych problemów sektora. No bo jak nakłonić hodowców do powiększania skali produkcji w sytuacji braku jasnych perspektyw? Mamy pod tym względem sytuację dość patową, co utrudnia istotne pozytywne zmiany strukturalne w tym zakresie. 

 

 

 

Zanik trwałych powiązań

 

Problem niemal całkowitego zaniku powiązań kapitałowych, lub przynajmniej kooperacyjnych, między producentami żywca a przemysłem mięsnym zaistniał po 1990 r., czyli z chwilą odejścia przez Polskę od gospodarki centralnie sterowanej i wprowadzenia zasad wolnej gry kapitałowej. Powstała wtedy zdecydowana większość działających obecnie prywatnych zakładów mięsnych, które z czasem szczelnie opanowały obecny rynek mięsa i wędlin w Polsce. Hodowcy trzody byli za słabi organizacyjnie, aby wykorzystać w latach 90-tych ten krótki, ale decydujący o układzie sił, etap przemian gospodarczych. Skutek zaniku powiązań kapitałowych hodowców z przemysłem mięsnym jest niestety taki, że hodowca nie ma żadnego wpływu na politykę surowcową zakładów mięsnych. Jest on zdany na łaskę i niełaskę przemysłu mięsnego. Jeśli właścicielowi lub menedżerowi prywatnego zakładu mięsnego pasuje, to kupi żywiec od danego hodowcy, a jak nie pasuje, to nie kupi. Pojawiają się co prawda pewne pozytywne wyjątki, ale to wciąż margines.

 

 

 

Otwarcie rynkowe po wejściu do UE

 

 

 

Wejście naszego kraju do Unii Europejskiej wiązało się z pełnym otwarciem na przepływy towarów w obie strony. Przy braku barier celnych i jakichkolwiek innych, zarządca polskiego zakładu mięsnego, nie mając żadnych zobowiązań wobec polskich hodowców trzody chlewnej, kupuje surowiec mięsny tam, gdzie jest to dla niego korzystniejsze cenowo, zostawiając sprawę jakości trochę przypadkowi. Przyczyniło się to niestety zarówno do stopniowego pogłębiania się spadku pogłowia w Polsce, jak i do ujemnego salda w handlu wieprzowiną.

 

 

Jest jeszcze drugie dno otwarcia unijnego. W niektórych krajach UE pogłębia się ścisła specjalizacja ukierunkowana na produkcję prosiąt i ich ekspansywny eksport. Prosięta swobodnie znajdują nabywców w krajach bardziej ukierunkowanych na tucz, czyli między innymi trafiają do Polski. Łatwy dostęp do importu wyrównanych partii prosiąt, i to nawet przy wyższych cenach zakupu, z jednej strony skłania wielu polskich hodowców do odchodzenia od cyklu zamkniętego, a z drugiej - doprowadza do bardzo niebezpiecznego dla polskiego sektora spadku liczebności stada podstawowego, w tym zwłaszcza loch prośnych. 

Bieżący numer

Sklepik internetowy